Hotel Warszawa (Prudential)
Podstawowe dane:
Wysokość do dachu: 69 m
Wysokość całkowita: 69 m
Liczba kondygnacji: 16
Rok zbudowania: 1934
Projektant: Marcin Weinfeld
Lokalizacja: Pl. Powstańców Warszawy 9
Budynek Hotelu Warszawa, znany także jako Prudential, nie należy już dziś do najwyższych w mieście. Jednak to budynek bardzo ważny w historii miasta. Przed wojną był najwyższą warszawską budowlą a do dziś pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych budynków w Centrum.
Budowę owego gmachu u zbiegu ulicy Świętokrzyskiej i placu Napoleona (obecnie Placu Powstańców Warszawy) rozpoczęło w roku 1931 angielskie przedsiębiorstwo ubezpieczeniowe Prudential. W owych czasach istniało już w mieście kilka wysokich budynków. Żaden jednak nie dorównywał rozmiarami nowemu, 69-metrowemu, 16-piętrowemu wieżowcowi. Głównym architektem Prudentialu był inż. Marcin Weinfeld, który był już wtedy znany w stolicy dzięki udanym projektom licznych kamienic, natomiast samą konstrukcję zaprojektował słynny inżynier budowlany prof. Stefan Bryła, który wcześniej zasłużył się między innymi budowami mostów, w tym istniejącego do dziś pierwszego na świecie spawanego mostu drogowego nad rzeczką Słudwią w miejscowości Maurzyce koło Łowicza. Do budowy wieżowca zużyto 1500 ton stali, 2 miliony cegieł i 2 tysiące ton cementu. Szybko jednak budynek wzbudził liczne kontrowersje, zaczęto się oburzać, że jest za wysoki, że zasłania widok i światło słoneczne. Mieszkańcy okolicznych kamienic żądali ogromnych odszkodowań, a nawet wyburzenia drapacza chmur. Jednak do tak drastycznych kroków nie doszło i budynek stał spokojnie aż do drugiej wojny światowej. W roku 1938 zamocowano nawet na jego szczycie eksperymentalny maszt telewizyjny.
W roku 1944, w czasie Powstania Warszawskiego Prudential doznał licznych zniszczeń, bywały dni, gdy w gmach trafiał niemiecki pocisk średnio co 8 minut, jednak jego solidna konstrukcja sprawiła, że budynek, chociaż znacznie uszkodzony, przetrwał wojnę.
Już w kilka lat po zakończeniu wojny przystąpiono do restauracji Prudentialu. Dokonano jednak modyfikacji budynku. Przedwojenną, dość prostą i 'weselszą' niż obecnie elewację zamieniono na ponurą i monumentalną, w popularnym wtedy stylu socrealistycznym. Ale warto zwrócić uwagę, że projekt odbudowy opracował również Marcin Weinfeld. Zmieniono też przeznaczenie i nazwę budynku. Dawny biurowiec Prudential stał się Hotelem Warszawa. Mieścił 53 pokoje 1-osobowe, 73 pokoje 2-osobowe i 3 apartamenty.
Od 1 lipca 2003 hotel przestał funkcjonować, jako że jego standard był nieco zbyt niski jak na warszawskie warunki. Postanowiono wówczas ogłosić konkurs na przebudowę wieżowca. Wygrało go biuro architektoniczne "Bulanda, Mucha Architekci". Przewidziano, że na wyższych kondygnacjach znajdą się luksusowe apartamenty, a niżej hotel i kawiarnia. Zaplanowano również odtworzenie oficyn i przykrycie podwórza budynku szklanym dachem. Elewacje budynku miały odzyskać formę sprzed wojny. Niestety do dziś plany te nie zostały zrealizowane. Dokonano jedynie prac rozbiórkowych we wnętrzach, natomiast sama przebudowa nie została rozpoczęta, z powodu problemów formalnych związanych z wydawaniem pozwolenia na budowę. Miasto nie chciało się zgodzić, aby część budynku została przeznaczona na funkcje mieszkalne. Zatem prawdopodobnie ostatecznie Prudential będzie musiał pozostać w całości hotelem. W 2009 roku dotychczasowy właściciel budynku - Polimex Mostostal sprzedał go rodzinie Likusów, która związana jest z branżą hotelową. Transakcja ta daje nadzieje na to, że wkrótce rozpoczną się prace przy przebudowie budynku. Póki co jednak, ten historyczny gmach już od kilku lat stoi nie używany.
Prudential w opowiadaniu "Wiecha"
Niezwykle ceniony pisarz i felietonista Stefan Wiechecki "Wiech" był chyba "najbardziej warszawskim" ze wszystkich pisarzy. A jako że Prudential, to jeden z najbardziej charakterystycznych warszawskich budynków, nic więc dziwnego, że jedno z opowiadań "Wiecha" dotyczy właśnie najwyższego przedwojennego wieżowca.
Człowiek mucha
Na placu Napoleona przed warszawskim drapaczem chmur zatrzymali się o pierwszej w nocy dwaj wstawieni panowie, chwilę w niemym podziwie przeprowadzali
olbrzyma wzrokiem od fundamentu aż po szczyt, w końcu jeden z nich rzekł:
- Nie daj Boże, panie szanowny, tu mieszkać i chcieć bez budzenia małżonki oknem do domu się wtranżolić.
- Chyba że na parterze.
- Chyba że tak, a i to z bidą, bo ściany ślizgie.
- A swojem porządkiem znalazł się podobnież jeden pan, któren zamiaruje po murze na dach tego domu włazić.
- Lipa.
- Nie lipa, panie szanowny, bo w mieście Łodzi wlazł na czteropiętrowe kamienicę. Całe miasto na to patrzyło. Kobiety mgleli, a on nic, tylko
posuwał do góry jak po drabinie i jeszcze podobnież deklamacją się zajmował. Jak wlazł na górę, za rynnę się złapał i śmiertelny skok prosto na dach
uskutecznił, Człowiek mucha go nazwali.
- W Łodzi może był mucha, ale tu będzie frajer.
- Dlaczego ?
- Dzieciak z pana: co cztery razy po mordzie dostać, to nie szesnaście. Tak jest, czy nie ?
- No faktycznie, ale kto go będzie grzał ?
- Jak to kto. Każden jeden lokator, któremu ni z tego ni z owego łeb do mieszkania przez okno wsadzi.
Pan byłbyś lepszy, jakbyś pan akurat rano się przebudził, patrzysz, a tu jakiś nieznajomy osobnik przez lufcik do mieszkania panu zagląda i jeszcze
"Powrót Taty" deklamuje ? Na razie wytrzeszczyłbyś pan oczy ze ździwienia, a potem trzask danego osobnika w zęby, czem by było pod ręką.
Nota bene w tem domu fotografista się znajduje i niech ten pański człowiek mucha zajrzy mu akurat do zakładu, kiedy będzie zdejmował gołą kobietę,
co z jabłkiem w ręku za Ewę na fotografii chce się obrobić ?
To co będzie ?
Kobieta się zawstydzi jak wielka cholera, sprzed aparatu ucieknie, kliszę zmarnuje i fotograf będzie stratny. To kogo będzie grzał: mnie, pana
szanownego, czy tyż człowieka muchę ?
- Tak wychodzi, że jego.
- No widzisz pan. Po mojemu w tych warunkach wyżej jak do szóstego piętra nie dociągnie i musi na zbity łeb zlecieć.
- Możliwe. Ale swojem porządkiem chciałbym taką naukie posiadać. I zarobić na tem można, i towarzystwo zabawić.
- Co racja, to racja. I wisz pan, co ja myślę, że to znowuż nie jest takie trudne.
Podczas dalszej rozmowy panowie ustalili, że właściwie decyduje tu tylko trening. Postanowili go zatem zacząć niezwłocznie, wybrawszy na początek
obiekt nieco skromniejszy od drapacza chmur, ale niemal bezpośrednio z nim sąsiadujący. Mowa tu o ukrytym w cieniu drzew budyneczku użyteczności
publicznej.
Jak na początek poszło świetnie. Po godzinie wspinanki obaj akrobaci znaleźli się na wysokości górnych okien. Byliby z pewnością dopięli swego,
gdyby nie to, że szmery zbudziły nocującą wewnątrz kasjerkę, która wezwała policję i obaj ludzie muchy powędrowali do aresztu.
Podobno za swój sportowy wyczyn odpowiedzieć mają przed sądem starościńskim. Za co ?!?
Źródło: "Wiech": Opowiadania Przedwojenne - Tom X: "Wytworny Rzeźnik", wyd. vis-a-vis Etiuda, 2008
Historyczne zdjęcia Prudentialu:
Współczesne widoki budynku:
Wygląd po przebudowie - wizualizacje:
(C) 2001-2012 Maciej Błażejewski